Co wybrać – rozwód z orzekaniem o winie czy bez?
Wyobraź sobie Annę – 42-letnią mieszkankę Mikołowa, matkę dwójki dzieci, która pewnego marcowego wieczoru wróciła z pracy do pustego domu. Mąż, z którym spędziła 15 lat małżeństwa, zniknął bez słowa. Żadnego listu, żadnego telefonu, tylko walizka mniej w szafie i cisza, która dudniła w uszach głośniej niż krzyk. Anna, prawniczka, znała polskie prawo rodzinne jak własną kieszeń, ale emocjonalny rollercoaster, który ją czekał, był czymś, czego żadna kodeksowa lektura nie przygotowała.
Jej historia to lustro dla tysięcy porzuconych małżonków w Polsce: czy walczyć o rozwód z orzekaniem o winie? Przyjrzyjmy się plusom i minusom tej drogi przez pryzmat jej doświadczeń.
Anna siedziała przy kuchennym stole, patrząc na niedokończoną kolację. „Porzucenie bez słowa – to jak cios w plecy od kogoś, komu zaufałaś najbardziej” – wspomina. W polskim prawie, uregulowanym w art. 56 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (KRO), rozwód z orzekaniem o winie to procedura, w której sąd wskazuje, kto ponosi odpowiedzialność za rozpad pożycia (np. przez porzucenie). Dla porzuconego małżonka, takiego jak Anna, to nie tylko formalność – to szansa na moralną i prawną sprawiedliwość.
Ale czy plusy przeważają nad minusami? Prześledźmy to krok po kroku, trzymając się realiów polskiego sądownictwa w sprawach rodzinnych.

Plusy orzekania o winie
Anna zdecydowała się na ten krok po miesiącu bezsennych nocy. „Chciałam, żeby Sąd powiedział: to nie ja zawiniłam” – mówi. I miała rację – orzekanie o winie winowajcy niesie konkretne korzyści, oczywiście dla porzuconego.
Ochrona dóbr osobistych i reputacji: w małej miejscowości plotki bolą podwójnie. Wyrok stwierdzający winę męża to tarcza. Anna uniknęła stygmatu „tej, co nie dała rady”.








